Wesoło hasałam w basenie z piłeczkami wraz z młodszą wersją mnie. Brak statywu na aparat był pewnym problemem i pewna pani (P) zaofiarowała się z pomocą, żebym miała uwiecznione szczęśliwe chwile. Później, gdy oddawała aparat zaczęła dużo mówić. O dzieciach, życiu, dzieciach, dzieciach i o dzieciach. W pewnym momencie zadała pytanie:
P: Właściwie ile masz lat? Nie wiem, czy mam mówić na ty, czy na pani.
M: No 20.
P: Aha, a ja tak patrzyłam i widzę, że taka młoda matka. Nie więcej niż 16 lat! Ale teraz rozumiem. Cóż, ja też urodziłam, jak miałam 20 lat.
M:To moja siostra...
Zagadnienie matematyczne.
Wariant 1. Jeśli wyglądam na młodą matkę, wiek 16 lat, a młodsza wersja mnie na 6 lat to urodziłam w wieku 10 lat. Można się pomylić.
Wariant 2. Jeśli mam 20 lat i miałam urodzić w wieku 20 lat dziecko które ma obecnie 6 lat to znaczy, że dawałam dużo witamin.
W ostatnich dniach zdarzyło mi się odwiedzić placówkę. Jako, że bardzo długo mnie nie było w niej, byłam ciekawa co się działo. Ponieważ zawsze byłam czarnym aniołem, to nie mam w placówce przyjaciół, którzy mogliby powiedzieć mi coś o życiu, świecie i egzystencji. Tak więc musiałam wybrać miejsce oczywiste, aby się dowiedzieć co słychać. Zainteresowanych formą pozyskania informacji odsyłam do notki: nadchodzą niedźwiedzie.
***[Placówka] loves your pain [i dużo rysunków czaszek] - Nowe hasło siejące nienawiść i smutek. Żal i ból. Cóż za rozkosz przebywać z dala.
***[Nowy pan od chemii] ***[robi brzydkie rzeczy] ***[najjaśniejszemu] - A więc nowy pan od chemii bardzo polubił najjaśniejszego. I podporządkował się systemowi. Trochę przykre. Zawsze wyglądał jak zasmucony pluszowy miś, któremu urwała się łapka i wypada z niego wata. A i oczywiście pluszowy miś z nowotworem.
Ale mieliśmy także jedną wielką tragedię. Los rzucił pewną nieznaną dziewczynę wśród te osoby, które nie znały miary jej cierpień.
Czy z ***[placówki] wyrzucają dziewczyny w ciąży?
Aaaa! Lol!
Hahaha!
Ej! Ja na serio się martwię!
***
Ponadto. Z innych doniesień.
Pan X. Dojrzały młody człowiek, wkraczający w dorosłe życie siedział na egzaminie maturalnym. I pisał. Egzamin z matematyki. Można powiedzieć, że nic nie mogło mu przeszkodzić w zdobyciu upragnionego świadectwa dojrzałości, ale jednak został wydalony z sali.
Powód? Wniósł na salę egzaminacyjną słuchawkę w uchu oraz aparat w długopisie.
Jak został wykryty? Pod koniec egzaminu robił zdjęcia arkuszowi.
***
Wspominałam już, że na hiszpańskim nie robiliśmy nic? Nic, a nic? Nie? To wspominam. Oczywiście udało mi się odbyć przemiłą rozmowę z panią, która nas nauczała, chciałam powiedzieć, przebywała z nami w sali w czasach godzin przeznaczonych na hiszpański.
Buenos dias!
O tej porze buenos tardes ptysiu.
Benos tardes!
Ale i tak ładnie, ładnie. Bardzo się cieszę, że tak ładnie mówisz.
Wie pani, że musiałam zrobić test z hiszpańskiego? Wyszło mi, że jestem na poziomie B2!
Oj, ptysiu, bardzo się cieszę. Musiałaś dużo robić w wakcje!
Tak naprawdę, to nie. To tylko dzięki pani lekcjom...
Tamtamy doniosły, że była tego dnia bardzo zadowolona. Wszyscy następni mogą mnie uwielbiać - sprawiłam, że nic nie zmieni się na lepsze.
***
Tym przemiłym akcentem, zamykam całą część bloga poświęconą placówce.
Czas kontynuować jedynie wydział. Może będzie mniej absurdalnie, ale na pewno wesoło. Chciałabym być jednak wieszczem. Przyjmuję zachwyty w postaci posiłków.
Zamieszczam odpowiedź na komentarz Leona pod notką "Logarytmy lekiem na całe zło". Przytoczę odpowiedź Leona:
"E tam...mam to samo na filozofii.
Leon 14/11/2010 05:15:00"
Teraz przytoczę wypowiedź mojego wykładowcy z matematyki, który pomimo, że ma sadystyczne skłonności i chciałby mnie udusić, a następnie wyrzucić przez okno (o czym mnie poinformował) jest przesympatycznym człowiekiem.
"Nie czytajcie wszystkich podręczników, bo nieraz znajdziecie tam błędy. Na przykład mam w domu taki podręcznik do matematyki, który lubię czytać. Napisał go doktor filozofii. Tak. Doktor filozofii napisał podręcznik do matematyki... Niech będzie. Naprawdę lubię go czytać. Zwłaszcza definicję. Oczywiście wszystkie są nieprawdziwe. Ale kto by się tym przejmował, skoro to podręcznik do matematyki i na dodatek napisany przez doktora filozofii."
***
K(Wykładowca): To teraz ja to rozwiążę ze wzoru, który powinien być dla państwa najważniejszym wzorem.
K. zaczyna rozwiązywać.
K: Oczywiście chodzi o wzór Taylora.
Z pierwszego rzędu słychać nagle histeryczny śmiech.
K: Co się stało?
Jeden chłopak (ten, który roześmiał się) pokazuje palcem na siedzącego obok kolegę i woła: On myślał, że ze wzoru na pole trójkąta!
***
K: Kto zna zasadę dźwigni?
Parę osób nieśmiało podniosło ręce.
K:No dobrze. A kto nie zna?
Znów parę osób podniosło ręce. M.in. pani w pierwszym rzędzie.
K: No dobrze. W takim razie wytłumaczę. Jeśli mamy wagę szalkową, to kiedy po obu stronach są takie same masy to waga jest w równowadze. Albo na placu zabaw, na huśtawce. Osoba cięższa przeważa huśtawkę w dół, a osoba lżejsza leci do góry...Chyba nie powinienem wam tego mówić?
K. podchodzi do pani w pierwszym rzędzie.
K: Czy powiedziałem coś nowego?
Odpowiedział mu przeczący ruch głowy.
K: Przecież mówiła Pani, że nie wie...
***
Zaczynam odnosić wrażenie, że studiuję matematykę.
Stała się całym moim światem.
Pierwsze kolokwium z chemii.
-Sprawdźcie, czy Wasi wrogowie nie podrzucili Wam otwartych książek, albo ściąg...
Poczułam desperacką chęć wyjęcia książki i rzucenia komuś na kolana. Nie wiem skąd się biorą u mnie takie odruchy, ale naprawdę chciałam doprowadzić kogoś do przerażenia.
Dobry los sprawił, że mi się to udało.
Otóż doszła do mnie lista obecności. Podpisałam ją, a następnie rzuciłam następnej osobie na kolana. Dziewczyna spojrzała na mnie z przerażeniem i wymamrotała: "Co to?" Jej głos był przerażony tak, jakbym jej co najmniej "Chemię ogólną" Atkinsa rzuciła. Ponadto podszedł do niej pilnujący pan, żeby wziąć od niej listę i przekazać do kolejnego rzędu, co dodatkowo wzbudziło panikę.
Miło jest straszyć ludzi.
K(Wykładowca):*Rzucił pewne pytanie.*
Jakiś chłopak: Logarytm!
K:Ale co logarytm?
J:No logarytm...
K:To jak już pan się odezwał, to może znajdę ujście dla moich sadystycznych skłonności i trochę pana podręczę.
*Kolejne pytanie o logarytm*
J:Eee...
K: No właśnie. Brzmi to jakby pan twierdził, że logarytm to było takie coś, co nie wiemy czym jest, ale w magiczny sposób rozwiązuje nasze problemy. Jak nie wiemy co zrobić, to co? To logarytm!
Doświadczenia zdobyte w ostatnim czasie sprawiają, że czuję się zmuszona napisać mini poradnik dla wszystkich tych, którzy zaczęli zajmować się dziećmi.
Wszystkie informacje/porady/ostrzeżenia wynikają z sytuacji, które przeżyłam.
Punkty 1-3 są po to, by odpowiednio nastawić osobę, która jeszcze nie zaczęła się zajmować dzieckiem, a dopiero ma zacząć. Pamiętajmy - Murphy patrzy.
1. Jeśli lubisz wychodzić na dwór, dziecko zazwyczaj lubi przebywać w domu.
2. Ulubiona zabawa dziecka zazwyczaj śmiertelnie Cię nudzi.
3. Twoja ulubiona zabawa śmiertelnie nudzi dziecko.
4. Jeśli chcesz dbać o realizm w czasie zabaw to uważaj w czasie zabawy w małą syrenkę. Syreni ogon powoduje upadek dziecka na stojącego w pobliżu konia na biegunach.
5. Jeśli musisz się wybrać z dzieckiem na basen to pamiętaj, żeby uważnie przyjrzeć się, czy jest tylko w kostiumie kąpielowym. Kiedy zauważasz inne elementy garderoby najczęściej są już one bardzo mokre.
6. Jeśli dziecko nie chce umyć zębów, a wie, że nie wyjdzie z łazienki dopóki ich nie umyje to bądź konsekwentny/a. Nawet jeśli wpada w histerię, płacze i krzyczy to po trzech godzinach zamknięcia w łazience zaczyna myć zęby. Możesz przynosić mu w tym czasie picie, jeśli tego sobie życzy, oraz raz na jakiś czas podejmować próby namowy do umycia zębów. Przez resztę czasu możesz poczytać książkę.
7. Jeśli spełniłeś/aś wszystko dokładnie jak w punkcie 6, to po traumatycznych przeżyciach dziecko zapewne umyje zęby tego dnia jeszcze trzy razy. Następnego dnia również nie będzie robiło problemów. Należy je za to pochwalić.
8. Jeśli jesteś w lesie z dzieckiem i zaczynają wchodzić na Ciebie mrówki i Cię gryźć nie wpadaj w panikę. Zaproponuj zabawę w bieganie, żeby dziecko chętnie zaczęło szybko biec, nawet wtedy jeśli nie ma na to siły.
9. Jeśli do dziecka musisz mówić w o l n o i w y r a ź n i e, to pamiętaj, że gdy zwraca się do Ciebie jego rodzic to nie musisz zwracać się do niego tonem jakim się zwracasz do przedszkolaka. *
10. Kiedy zaczynasz mieć obawy, że dziecko wpada pod ciężarówkę i wyobrażasz sobie jak tłumaczysz takie wydarzenie jego rodzicom, to skieruj swoje myśli na coś prozaicznego np. co na obiad.
Ad. 9 Pozwolę sobie opisać sytuację, na której opiera się ta rada. Rodzic dziecka podwoził mnie do dziekanatu. Ponieważ dziecko również było obecne w samochodzie byłam nastawiona na zwracanie się jak do dziecka i mówienia trochę prościej. Zostałam zapytana czy to już blisko i jaki jest adres wydziału. Odparłam więc: zaraz będą takie d u u ż e e l i t e e r y y, w y y d z i a a ł c h e e m i i i i. Należy więc nie poddawać się przyzwyczajeniom.
Żeby nie wyjść na dziwaka, nie będę opisywała swoich różnych... hmm... zabaw. Niestety jedną muszę ujawnić, by można było zrozumieć światłe przesłanie tego wpisu, które tak naprawdę oślepić mogłoby chyba jedynie nietoperza. Zatem zabawa polega na ukrywaniu różnych pakunków po całym kraju, a później ich znajdywaniu przez kolejne osoby i robieniu wpisów tworząc pewnego rodzaju pamiętniczek konkretnego pakunku, dzięki czemu można określić kto kiedy przy nim był.
Ostatnio przy okazji spaceru z Leonem, zwróciłam uwagę na to, że w pobliżu jest ukryty taki pakunek i jeśli Leon ma ochotę, to Leon może szukać.
Po licznych problemach, związanych z uświadomieniem, że paczki nie lewitują, ani nie wiszą widoczne na gałęziach (pospólstwo mogłoby je wtedy z łatwością zauważyć i zabrać, żeby mieć czym palić w piecach, co jednak nie byłoby wielką stratą kulturową), Leon czynił wpis.
W tym momencie usłyszałam pytanie:
-Ej... Wiesz, że już tu byłaś???
Gdybym nie mówiła pięć minut wcześniej o swojej ostatniej wizycie w tym miejscu, to łatwiej by mi było zaakceptować to pytanie.
Długo mnie tu nie było.
Placówka jest już wspomnieniem, a te ostatnie miesiące były okupione krwią, łzami i cierpieniem.
Ale udało się. Zwycięstwo. Kajdany zostały zdjęte, a przy nodze przestała ciążyć ciężka kula.
Z więźnia awansowałam na człowieka.
Powinni mi wybudować pomnik. Albo chociaż wręczyć medal. Tudzież mały dyplom. Zadowolę się też drobnym upominkiem.